UWAGA!

Przedstawiane na blogu treści mają charakter informacyjny i często subiektywny. Zdjęcia jak i teksty na stronie są mojego autorstwa i podlegają ochronie prawnej! Autor nie ponosi odpowiedzialności za działania czytelników, ani żadne konsekwencje wynikłe z zastosowania podanych tu pomysłów oraz technik. W razie wątpliwości skontaktuj się ze specjalistą.

"Okrutny" los

Gdyby parę lat temu, ktoś powiedział mi, że polubię dzieci, ba nawet będę się kształciła na kierunku, który narzuca mi przebywanie z nimi, że gotowanie stanie się moją pasją, dom prawdziwą świątynią oraz, że zamieszka ze mną kot, z całą pewnością zaśmiałabym się i z oburzeniem dodała, że absolutnie, to niemożliwe!
No tak, ale wtedy miałam lat naście, marzenia o wielkiej karierze i wrodzoną buńczuczność. Z tą buńczucznością muszę sobie radzić do dzisiaj.
Życie weryfikuje marzenia, zmienia cele, często uspokaja rozszalał emocje.
Parę lat temu mój ówczesny szef, zapalczywy dziennikarz radiowy, znając moje teksty i zamiłowanie dziennikarskie polecił mnie pewnej naczelnej znanej polskiej gazety.
Zadzwoniłam z rozpalonymi rumieńcami, umówiłam się na spotkanie i … i trafiłam do szpitala na dwa tygodnie, tak nagle, bo prosto z jadącego autobusu.
O masz Ci losie, powtarzałam sobie w myślach, niestety moje tłumaczenia, że nie mogę, że ważne spotkanie, że nie teraz cholera, tylko zezłościły lekarza, ale, ale przecież wszystko da się jakoś wyjaśnić.
Pani Redaktor, będąc osobą uprzejmą, ale i konkretną kazała mi przesłać kilka tekstów, przesłałam. Na odpowiedz nie czekałam długo, teksty spodobały się i poproszono mnie o napisanie krótkiego felietonu.
Napisałam, pojechałam i … i znowu to i.

Zmienił się naczelny, z krótkich, zwięzłych wypowiedzi typu „już wyjechała”, „szukaj jej w Wawie” ; „Trafiła do TVN- u”, „już jej nie ma i nie będzie” dowiedziałam się, że nie mam tam, czego szukać.
Wkurzona do granic możliwości, kląc siarczyście namówiłam koleżankę na wieczorne wyjście, by dosłownie „zalać” smutki.
Patrząc milcząco na moją towarzyszkę i topiąc żale w wielkim kuflu piwa, starałam się zrozumieć, dlaczego zły los tak sobie ze mnie zakpił.
Jeszcze wtedy nie wiedziałam, jeszcze nie mogłabym zrozumieć…
Tego samego wieczora poznałam mojego męża, może i niezbyt trafny moment, ale jakoś tak się wszystko złożyło. Tu kolejny raz los ironicznie uśmiechnął się do mnie. Dlaczego tak piszę, ano w doborze mężczyzn (tudzież chłopców biorąc pod uwagę tamten czas) kierowałam się trzema prostymi zasadami.
Pierwsza – nigdy nie spotykaj się z chłopakiem z najbliższego otoczenia – mój małżonek mieszkał na tym samym osiedlu.
Zasada druga – trzymaj się z dala od „mięśniaków”, bo mięsień to tylko mięsień i z takim nie porozmawiasz (tutaj dam wielokropek... zaśmiejęsię głośno i stwierdzę z całym przekonaniem, że powinnam jednak zostawić większy wielokropek …………………………….). Uległam stereotypom, na szczęście już dawno zmieniłam zdanie..
Trzecia, nie spotykaj się z jedynakami!
Co prawda, trzecią z zasad mogłabym wykreślić aczkolwiek mój małżonek jest jedynym, męskim osobnikiem pośród wnuków u jednych jak i drugich dziadków w związku z tym jak na „prawie jedynaka” przystało czasami miewa dziwne„jedynakowe” zachowania.
Mogłabym wyliczyć wiele takich znaczących momentów. W końcu nic w naszym życiu nie dzieje się bez przyczyny, zawsze jest „po coś”.
Dzięki tym doświadczeniom, zrozumiałam, co jest dla mnie ważne, w jakim kierunku chce się rozwijać, odkryłam swoje możliwości. Nauczyłam się także, że nie zawsze to, co wcześniej wydaje nam się złe ostatecznie musi takim być.
Reasumując… niczego nie żałuję, spełniam się, jako mama, żona, robię to, co lubię, mam wspaniałą rodzinę tą moją maleńką jak i tą składającąsię z moich rodziców i rodzeństwa. W głowie prawdziwe kłębowisko pomysłów, jestem pełna entuzjazmu i jedyne, czego pragnę to, to by tak pozostało abym mogła pokazać moim dzieciom, że nawet, kiedy wszystko w około wydaje się szare i ponure to od nich zależy jak wykreują swoją rzeczywistość...



14 komentarzy:

  1. i to jest właściwe nastawienie :) im bardziej czegoś chcemy tym częściej właśnie los ironicznie nam stawia przeszkody, szkoda czasu na żałowanie itp. należy cieszyć się z tego co mamy i starać się rozwijać, nie bacząc na przeszkody :) pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze napisałaś szkoda czasu na żałowanie ;) Pozdrawiam!

      Usuń
  2. czasami los prowadzi nas ścieżką całkowicie odmienną od naszych marzeń a potem okazuje się, że to jest bardzo dobra ścieżka :D
    wszystkiego najlepszego na Waszej :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;) tak jak napisałam, nie zawsze to co "źle" wygląda albo też wydaje nam się utrudnieniem takowym jest

      Usuń
  3. No, i o to chodzi. "Co komu przeznaczone to na drodze rozkraczone. Głowa do góry i heja banana.", jakby to powiedziała jedna moja dobra koleżanka. Pozdrawiam i ja:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie "heja banana Niebieska!"

      Usuń
  4. no cóż moje życie również wygląda zupełnie inaczej niż planowałam, a ja jestem zupełnie inną osobą niż byłam czy chciałam być, jest mi z tym niewymiernie dobrze i aby tak zostało do końca świata:) pozdrawiam! Basia

    OdpowiedzUsuń
  5. a i zapraszam do mnie na candy wianek leśny czeka na nowego właściciela:)

    OdpowiedzUsuń
  6. czytałam i jakbym film oglądała :0) w każdym razie idealna historia na scenariusz komedii romantycznej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wejdź do mnie, nominowałam Cię :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawe podsumowanie i mądrość życiowa. Bo czasem wydaje nam się, że coś się nie udało, a potem się okazało, że jakby się udało - to coś innego, ważniejszego, nie mogłoby mieć miejsca. Ironia losu, ale ja sobie tak zawsze powtarzam i często się to sprawdza.

    No i wiele dobrego jeszcze przed tobą!!! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za twój komentarz i zapraszam ponownie!