UWAGA!

Przedstawiane na blogu treści mają charakter informacyjny i często subiektywny. Zdjęcia jak i teksty na stronie są mojego autorstwa i podlegają ochronie prawnej! Autor nie ponosi odpowiedzialności za działania czytelników, ani żadne konsekwencje wynikłe z zastosowania podanych tu pomysłów oraz technik. W razie wątpliwości skontaktuj się ze specjalistą.

Zaufanie...

Już od dłuższego czasu przymierzałam się do tego przedsięwzięcia, do tego by pozwolić mu na ten mały, WIELKI krok ku samodzielności, aby w końcu sprawdzić jak sobie poradzi... wciąż jednak w mojej głowie rozbrzmiewał zatroskany, matczyny i gderliwy głos, że mój starszak jeszcze nie jest na to gotowy!

Rozbrzmiewał aż do niedawna, kiedy to ze ściskiem żołądka, drżącymi dłońmi wręczyłam mojemu synowi pieniądze i poprosiłam go (wielce poważnie) żeby poszedł do piekarni i kupił dla nas pieczywo na śniadanie.
Pewnie komuś cała sprawa wyda się śmieszna ale wierzcie mi, nie rodzicowi, który próbuje powoli usamodzielnić swoje małe dziecko.
Więc... mnie wcale do śmiechu nie było, byłam za to ogromnie przejęta.

Poinstruowałam syna, jak ma postępować, że jeżeli zapomni po co poszedł to ma karteczkę dla Pani ekspedientki, którą należy wręczyć, że ma tyle a tyle pieniążków i że Pani wyda mu resztę, że ma uważać idąc chodnikiem, nie rozmawiać z nikim obcym i szybciutko wracać do domu.
Oboje z małżonkiem uściskaliśmy go i z napięciem śledziliśmy poczynania z okna (piekarnie mam niecałe 20 metrów od klatki i widzę ją dokładnie z okna w pokoju synów :) ) 

Nie minęła chwila (chociaż wtedy wydawało mi się, że trwa to całą wieczność) jak z piekarni wyszedł Borysek machając do nas radośnie.

Ile w tym dziecku było dumy a ile jej było w nas, śmialiśmy się jak dwa głuptasy, taka niby mała rzecz, wydawać by się mogło błaha sprawa a dla nas wielki stres a w ostateczności ogromna radość i duma z dziecka!

- kupiłem go dla was... z sercem - powiedział Borysek wręczając reklamówkę małżonkowi

Najśmieszniejsze w tym jest to, że zakupiony chlebek, był naprawdę przyniesiony z sercem... nie wierzycie? :) sami zobaczcie!!! ;)


A wy jak uczyliście dzieci samodzielności?

30 komentarzy:

  1. nie dziwię się, nie śmieję się ... sama nie wyobrażam sobie własnego szkraba kiedyś w takiej sytuacji. tzn może bardzie siebie niż jego sobie nie wyobrażam :P z resztą o czym ja w ogóle mówię - nie wyobrażam go sobie samego na placu zabaw, a co dopiero w sklepie :P dzielni jesteście :) a chleb - nie ma to tamto- z sercem jak nic!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ech no mnie też jakoś daleko jeszcze do pozostawienia go na placu zabaw samego ale akurat tą piekarnie mam "na wyciągniecie ręki" wiec się oboje zdecydowaliśmy z mężem :) i poradził sobie wzorowo. Muszę dozować to moje zaufanie żeby podbudowywać jego osobowość pozwolić mu powolutku na rozwinięcie skrzydeł :)

      Usuń
  2. Takie słowa łapią za serce :) , dopiero przed nami uczenie Córki samodzielności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciężka sprawa ale przynosi wiele radości :)

      Usuń
  3. mądry chłopczyk :)) a chlebek naprawdę z sercem... musiał smakować, jak nigdy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. śniadanie było bardzo uroczyste :)

      Usuń
  4. Mój starszy syn jest od zatowarowywania lodówki. I tak szczerze to nie pamiętam jak to się stało, że tak jest. Jakiś podział obowiązków musi być :). Ale ponieważ mam dość daleko do sklepu, to pierwsze zakupy były zrobione i przez jednego, i drugiego dopiero gruuuubo po skończeniu pierwszej klasy. Bałam się tak daleko samych posyłać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) no ja mam tą piekarnię bardzo bardzo bliziutko, poza tym w około sami znajomi ludzie :) mimo wszystko było to dla nas ogromne przeżycie. Nie ukrywam jednak że rozpierała mnie duma, kiedy opowiadał mi jak poradził sobie z zadaniem :)

      Usuń
  5. o matko padłam z tym sercem!!!! no jakby moje dziecko mi tak przyniosło to chyba był się zalała łzami normalnie szczęscia :) hihi cudownie. I oj tak tak :) to jest naprawdę rewolcja w życiu kazdego rodzica. :) Cudownie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano dokładnie, jak wspomniałam w komentarzu wyżej nasze śniadanie zrobiło się wielką uroczystością, łącznie z obdzwanianiem najbliższych i chwaleniem się postępami syna :)

      Usuń
  6. Oj nie dziwimy, nie uwierzysz, ale mi się łza w oku zakręciła czytając tego posta. Moja mała dziewczynka też kiedyś będzie musiała wyjść sama z domu... A jeszcze niedawno pieluchy zmieniałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu myślisz, że mnie się nie zakręciła, przecież ja doskonale pamiętam jak tą kruszynę ze szpitala zabierałam pełna przejęcia czy dam radę zając się maleństwem a tu proszę...

      Usuń
  7. Ale pięknie takie zaufanie wam zaprocentowało!Pewnie śniadanie smakowało jak nigdy:D p.s.jak czasem tłumaczę,że W jest na coś za mały i niegotowy,M.pyta:Wojtek czy ty:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe podobnie zapytał mnie mój małżonek :D

      Usuń
  8. Czytając Twojego posta przypomniałam sobie pierwsze "dorosłe" wyprawy moich dzieci. Ileż w tym było niepewności i strachu ( mojego!) - więc doskonale Was rozumiem :) Najwsapnialsze są te chwile, kiedy maluch przepełniony jest dumą, że coś się udało :D Ta wyprawa do piekarni to pierwszy krok, ani się obejrzysz, jak w domu będziesz mieć prawdziwego mężczyznę ! Pozdrawiam serdecznie - M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Borysek był bardzo dumny z siebie, to najmocniej mnie cieszyło, że poczuł się taki dorosły, obdarzony zaufaniem, poczuł się kimś na kim można polegać a to cieszy ogromnie moje matczyne serce.

      Usuń
  9. :) o tak dla mamy takie kroki to milowe kroki :))
    fajna fota

    OdpowiedzUsuń
  10. No to teraz z górki,
    dzieci tak szybko rosną :))

    OdpowiedzUsuń
  11. On dalej jest maluchem, ale wy za to bardzo dojrzeliście ;-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Doskonale Cię rozumiem ... Jak czytałam to prawie łezka mi się zakręciła w oku. Może dlatego, że też mam podobne dylematy. Pewnie nie byłyby one aż tak mocne, gdyby świat był lepszy i bezpieczniejszy .. Brawo dla Was za odwagę ale przede wszystkim za ogromną odpowiedzialność i miłość rodzicielską. No i pochwały dla Synka!!! Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
  13. oh prawdziwie z sercem:) Ja mam 3,5 letniego brzdąca i uczenie samodzielności u nas to też wyzwania. Np idąc do Kościoła pozwalamy jej opuścić nas i pójść do 1 ławki między obce, starsze dzieci. Pamiętam jacy byliśmy dumni, że całą mszę wytrzymuje sama, z przodu. Ale wszystko odbywa się pod naszym okiem no i z chęcią ze strony dziecka. Twój syn też był na pewno bardzo dumny z siebie i miał ochote na taką samodzielność. Gorzej jeśli zmusza się dzieci do robienia czegoś do czego jeszcze nie sa gotowe. To dla nich męczarnia psychiczna.

    OdpowiedzUsuń
  14. właśmnie planuje wysłać mojego 10 latka po pierwsze zakupy i choć do sklepu mam zaledwie 300 m pełno obaw..

    OdpowiedzUsuń
  15. Gdy nasza starsza, wówczas 6,5-letnia, szła do sklepu, oddalonego od naszego bloku o całe 20 metrów, po chlebek na balkonie staliśmy wszyscy-ja z mężem i moi rodzice. Tato mój długo jeszcze nie mógł przyjść do siebie tak się denerwował, a ja oczywiście beczałam ze wzruszenia i niesłychanej dumy. Teraz staram się nie myśleć o tym, że już całkiem niedługo młodsza uda się na swoje pierwsze zakupy, a jeszcze wcześniej starsza zacznie sama jeździć do szkoły....tak, każda mama musi być dzielna!

    OdpowiedzUsuń
  16. Nasz synek jeszcze za malutki na takie doświadczenia, ale po Twoim poście już nie mogę się doczekać takich wzruszeń!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Oj mnie dopiero to czeka, choć małe kroczki już robimy:)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. dobrze Cię rozumiem ;) ja choć moje dziecię juz duze to nadal jak gdzies dalej jedzie drżę ,ale cóż taka kolej rzeczy ,że dzieci się usamodzielniaja ;))
    powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  19. Z przerszego punktu widzenia lekko zabawne, ale w rzeczywistości urocze. Czuć matczyną troskę!:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Rozumiem Cię doskonale :) Też uczymy starszego synka samodzielności i kiedy chciał rok temu na wakacjach sam jeździć rowerem rano po bułki było to przeżyciem dla nas :) Sklep był tuż za bramą ośrodka w którym mieszkaliśmy, ale jednak stres był. Ale radość i duma dziecka wielka :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za twój komentarz i zapraszam ponownie!